WYWIAD Z TRENEREM KAMILEM SOCHĄ

WYWIAD Z TRENEREM KAMILEM SOCHĄ

Obecna sytuacja zmieniła na pewien czas życie każdego z nas. Wciąż nie możemy powiedzieć kiedy wrócimy do oglądania naszych ulubieńców na ligowych boiskach. O obecny sezon, ale również o wiele innych spraw zapytaliśmy trenera drużyny seniorów, pana Kamila Sochę. Zapraszamy do lektury!

  • Dzwoni do pana prezes Zagórski z propozycją objęcia posady trenera w Piaście. Decyzja w 5 minut czy kilka dni namysłu?

– To dylemat między sercem, a rozumem. Serce i moja żona natychmiast powiedzieli: tak! Rozum jednak podpowiadał, że to wielkie ryzyko. Sytuacja, w jakiej znalazła się drużyna jest naprawdę ciężka, to już nie jest tylko kwestia ułożenia drużyny pod względem taktycznym i fizycznym, to też łut szczęścia i ogromny ciężar psychiczny dla zawodników. Jednak ludzie tworzący ten klub, kibice i zawodnicy zasługują na 3 ligę. Znam część chłopaków i wiem, że zrobią wszystko by się utrzymać, wiem, że mają też do mnie zaufanie. Poza tym ja lubię wyzwania, dlatego zdecydowałem się przyjąć propozycję. Ucieszyło to niezmiernie moją żonę, która uwielbia Żmigród i jego mieszkańców. Mam też duże zaufanie do zarządu z prezesem Rafałem Zagórskim i Ryszardem Płoskonką, wiem że na nich i wszystkich pozostałych mogę liczyć i wspólnie zrobimy wszystko by zrealizować cel. Niesamowicie imponują mi też sponsorzy, którzy nie opuścili klubu w ciężkich czasach i nadal pomagają jak mogą.

  • Coraz trudniej wierzyć w to, że dogramy sezon do końca. Jakie jest według pana najlepsze

rozwiązanie w III lidze, a także wyższych klasach rozrywkowych?

– Nie ma złotego środka. Niestety, ale każde inne rozwiązanie niż dokończenie rozgrywek, nie będzie sprawiedliwe. To bardzo ciężka decyzja i cieszę się, że ja jej nie muszę podejmować. W Anglii podjęto decyzję o odwołaniu rozgrywek w niższych ligach i uznaniu ich za nieodbyte. To też nie jest złoty środek, ale wydaje się w obecnej sytuacji najsprawiedliwszy. Najłatwiej wydaje się być w ekstraklasie. Do zakończenia sezonu zasadniczego brakuje jedynie czterech kolejek, można je szybko rozegrać, choćby w czerwcu. W tak ciężkiej sytuacji w jakiej się znaleźliśmy zakończenie rozgrywek ekstraklasy w tej fazie byłoby uzasadnione i sprawiedliwe, bo wszystkie ekipy miałyby rozegrane mecz i rewanż. Jednak w pozostałych ligach to już dużo większy problem.

  • Sądzi pan, że realne jest przedwczesne zakończenie sezonu i nasz spadek?

– Zakończenie sezonu trzeba brać pod uwagę, bo wszyscy widzimy co się dzieje, jednak całkowicie nie dopuszczam możliwości utrzymania tabel i spadku. Byłoby to skrajnie niesprawiedliwe i niezgodne z duchem sportu, zostalibyśmy pozbawieni szansy na wygrzebanie się z tej ciężkiej sytuacji. W podobnej sytuacji znalazłoby się dużo innych drużyn na każdym szczeblu rozgrywek. Nie dopuszczam takiej myśli.

  • Obecna sytuacja sprawiła, że ma pan więcej czasu dla siebie. Jak pan go wykorzystuje?

– To nie jest tak, że teraz mam dużo wolnego czasu. Planuję treningi indywidualne dla zawodników, dokształcam się,  uczestniczę w webinarach, opracowuję plany treningów wyobrażeniowych, jakie przeprowadzamy z naszymi piłkarzami. Spotykamy się w poniedziałki, środy i piątki w internecie na wideoczacie. Analizujemy grę na wielu płaszczyznach, mamy cały czas kontakt z zawodnikami i robimy wszystko by ta przerwa jak najmniej odbiła się na formie zawodników.

Jednak dzięki temu, że jestem w domu mam kontakt z rodziną, a to bardzo dużo, bowiem rozłąka z bliskimi to największa cena jaką płacą trenerzy pracując poza domem. Dlatego wykorzystuję każdą wolną chwilę na kontakt z bliskimi.

  • Trenował pan zespoły z I, II oraz III ligi. Wiemy, że różnice w infrastrukturze i budżecie między tymi poziomami są widoczne na pierwszy rzut oka, a jak jest z przygotowaniem zawodników?

– Największe różnice są w rozumieniu gry i mniejsze w technice, najmniej widoczne są różnice w przygotowaniu fizycznym. Umiejętność reagowania na wydarzenia na boisku, prawidłowe rozwiązywanie trudnych sytuacji podczas gry, przewidywanie i szybkość podejmowania decyzji to główne cechy decydujące w jakiej lidze gra dany zawodnik. Równie ważna jest odporność na stres i swoboda techniczna.

  • Czy jest pan z perspektywy czasu w stanie ocenić co miało wpływ na to, iż pana przygody z Wigrami Suwałki i Pogonią Siedlce nie trwały zbyt długo?

– Mimo, iż rzeczywiście nie były to długie przygody to jednak bardzo dużo się nauczyłem i wyciągnąłem swoje wnioski z tych lekcji. Myślę też, że zwłaszcza w Wigrach pokazałem się z dobrej strony, jednak jak stwierdził jeden z moich znajomych trenerów stałem się klasyczną ofiarą swojego sukcesu. Dość powiedzieć, że przed sezonem budowałem całkowicie nowy zespół i miałem jasno postawiony cel utrzymania się w I lidze. Jednak po 9 kolejce zajmowaliśmy 4 miejsce w tabeli i to bardzo rozbudziło apetyty. Mieliśmy jeden z najmłodszych zespołów w lidze, graliśmy fajnie w piłkę. Niestety pewnych rzeczy nie da się oszukać, wpadliśmy w dołek i brakowało trochę szczęścia. Jednak nie było tak źle, cały czas byliśmy w bezpiecznej strefie. Zabrakło jednak cierpliwości i zwolniono mnie po 17 kolejkach, żałowałem, bo już szykowałem się do pracy w zimie. Szkoda, bo paradoksalnie po moim odejściu w ciągu dwóch lat Wigry miały już pięciu trenerów, z których żaden nie zdobył dotąd tylu punktów ile ja w 17 kolejkach.

Mimo wszystko mam wielki sentyment do Wigier i bardzo dobrze wspominam spędzony tam czas, poznałem świetnych ludzi i kibiców, z których wielu mnie wspierało po zwolnieniu. Mam tam nadal znajomych i bardzo im kibicuję.

Co do Pogoni Siedlce to mogę jedynie powiedzieć, że to była moja wina. Miałem wybór: dostałem propozycję z rezerw Lecha Poznań i prawie się porozumieliśmy, jednak w ostatniej chwili, głównie ze względu na jedną osobę, zmieniłem zdanie i wybrałem Pogoń. Jak się okazało, zaufałem nie temu komu trzeba. Taka jest jednak piłka, trzeba bardzo ostrożnie dobierać sobie ludzi, którym się ufa. Mogę tylko dodać, że to co się działo w klubie po moim odejściu, nie było przypadkiem.

Na pocieszenie pozostała mi między innymi satysfakcja z pokonania w Pucharze Polski jednego z głównych faworytów do awansu do ekstraklasy Podbeskidzia Bielsko Biała.

Jednak najważniejsze, to umieć wyciągać wnioski, a ja staram się to robić i nie oglądam się wstecz. Swoją pracą staram się zasłużyć na kolejną szansę. Najważniejsza nauka z ostatnich dwóch lat to ta, że rozmowy i cele wyznaczane przed podpisaniem kontraktu często nijak się mają do późniejszych wydarzeń.

  • Przepis o młodzieżowcu – postęp czy bezsens?

– To temat rzeka. Jestem z tych, którzy wychodzą z założenia, że liczą się umiejętności, nie wiek. Nie mam żadnych oporów przed wpuszczaniem na boisko juniora, jednak musi on prezentować odpowiednie umiejętności. Jeśli jest lepszy od seniora, będzie grał. Należę do trenerów lubiących pracować z młodymi piłkarzami, pod warunkiem, że chcą się rozwijać. Jednak wiek nie powinien decydować o możliwościach gry w pierwszym składzie. Wielu zawodników kończąc wiek młodzieżowca przepada i ląduje w niższych ligach. Jeśli już mamy promować pracę z młodzieżą, to przepis powinien bardziej zmuszać do korzystania z wychowanków, przynajmniej do poziomu II ligi. Wtedy to naprawdę zmusiłoby kluby do pracy z młodzieżą, a kluby grające w wyższych ligach miałyby z czego wybierać. Podoba mi się natomiast Pro Junior System, który w punktacji promuje właśnie wychowanków. Moim zdaniem spokojnie można bazować jedynie na tym systemie bez przymusu gry młodzieżowców. Wtedy kluby miałyby wybór: postawić na kilku młodych i zarobić pieniądze, czy grać starymi na wynik. Tylko, że taka gra wcale wyniku nie gwarantuje.

  • Odbywał pan staże w wielu klubach w kraju i zagranicą. Który zrobił na panu największe wrażenie?

– W każdym klubie było coś co sprawiło na mnie wrażenie. Jednak po pierwszych wojażach do Niemiec czy Anglii i zapoznaniu się ze strukturami topowych klubów, doszedłem do wniosku, że warto jednak zainteresować się jak to wygląda w innych, mniejszych klubach. Tajemnicą poliszynela jest to, że jeszcze długo polskie kluby nie dojdą do poziomu Bundesligi o Premierleague nie wspominając. Wybrałem się więc wraz z kolegą Darkiem Banasikiem (obecnie trenerem Radomiaka) za południową granicę, do Czech. Mieliśmy możliwość dokładnego zapoznania się z funkcjonowaniem klubu FK Teplice i muszę przyznać, że obaj byliśmy pod sporym wrażeniem. Osobiście podpasowało mi podejście trenera Davida Vavruśki, który starał się prowadzić zespół poprzez bliskie interakcje z zawodnikami. Zmuszał ich do myślenia i uczestniczenia w życiu zespołu nie tylko poza boiskiem, ale głównie na nim. Podczas odpraw przed meczami dyskutował z zawodnikami, na temat przeciwnika. Zawodnicy sami wymyślali część rozwiązań Stałych Fragmentów Gry pod każdego przeciwnika. Powodowało, to że naprawdę utożsamiali się z drużyną i jej stylem gry. Oczywiście trener był głównodowodzącym i gdy trzeba było potrafił to pokazać.

  • Zdążył pan już poznać zawodników, z którymi będzie pan walczył o utrzymanie. Wiemy, że każdy z nich jest ambitny, ale czy jest ktoś, kto zasługuje na szczególne wyróżnienie?

– Każdy z nich ma „buławę w plecaku”. To bardzo ambitna i zdolna grupa, choć bardzo młoda, ale to co osiągną zależy tylko od nich, od ich determinacji. By coś osiągnąć muszą wyjść ze swojej „strefy komfortu” i robić rzeczy, których innym się nie chce. Zwłaszcza teraz, podczas kwarantanny mają prawdziwy sprawdzian siebie i swojej drogi do celu. To nie jest łatwo będąc w obecnej sytuacji dbać o swoją formę, biegając i ćwicząc w samotności. Jednak to co teraz zrobią będzie rzutowało na przyszłość. Jeśli odpuszczą sobie choćby jeden dzień, bo stwierdzą, że nic się nie stanie to już będzie sygnał, że brakuje im charakteru by coś więcej osiągnąć. Jednak ja bardzo wierzę w tą grupę i wiem, że mogę im ufać. Mimo tego widujemy się i rozmawiamy co dwa dni podczas wideo-treningów. Analizujemy zachowania taktyczne zespołu i poszczególnych formacji. Wszystko po to by tracili jak najmniej. Z drugiej strony rozmawiałem niedawno z asystentem Michałem Radziszewskim i powiedział On mądrą rzecz, którą można odnieść do wszystkich nie tylko naszych piłkarzy. W tym ciężkim okresie kwarantanny, zyskaliśmy dość niespodziewanie trochę czasu dla siebie. Jak go wykorzystamy zależy tylko od nas. Możemy go spędzić przed telewizorem z puszką piwa w ręku oglądając „M jak miłość” czy koncert Zenka Martyniuka. Możemy też sięgnąć po książkę, na którą wcześniej nie mieliśmy czasu, możemy rozpocząć naukę nowego języka, możemy zacząć uczyć się czegoś nowego. Możemy wiele rzeczy i myślę, że warto z tego skorzystać, bo nie wiemy jaki świat zastaniemy po pandemii. Wiem jedno, jeszcze długo nie będzie tak jak dawniej…

  • Zawód trenera wiąże się z tym, że większość czasu jest pan poza domem. Co na to żona?

Mam to szczęście, że posiadam żonę, która dobrze rozumie co znaczy być trenerem. Kilkanaście lat temu rozmawialiśmy na ten temat, co będzie gdy będę musiał wyjechać z domu do pracy. Była więc na to przygotowana od dawna. Jednak skłamałbym, gdybym powiedział, że to nie jest problem. Być samą w domu z dwójką dzieci i jeszcze pracować zawodowo, nie jest łatwym zadaniem i nie raz było jej ciężko. Moja żona jest twardą kobietą i rzadko się skarży, ja jednak wiem, że nie jest jej łatwo. Dlatego staram się teraz pomagać jak mogę. W naszym życiu, jak u wszystkich były wzloty i upadki, ale jestem bardzo szczęśliwy, że moja żona nadal trwa przy mnie.

Życie trenera naprawdę nie jest łatwe. Mnie najtrudniej nie jest wcale z presją, wielkimi, czasem bezpodstawnymi oczekiwaniami czy hejtem. Jest tak wielkie społeczne przyzwolenie na biczowanie polskich trenerów, że już na mnie nie robi to takiego wrażenia. Najtrudniej jest mi ze świadomością, że moje dzieci długimi momentami praktycznie wychowują się bez ojca, że nie mogę patrzeć jak mój 10 letni syn dorasta, że nie mogę uczestniczyć tak naprawdę w jego dzieciństwie. Nie zrozumie tego ten, kto nie poczuł jak syn ściska z całej siły twoją rękę i mówi, patrząc Ci w oczy, że Cię nigdzie nie puści, a ty właśnie musisz jechać do pracy i wrócisz może za dwa tygodnie… Jednak to był mój wybór i muszę sobie z tym radzić.

Wywiad przeprowadził Szymon Lewandowski

Share this post

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *